Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LITERATURA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LITERATURA. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 maja 2012

NA PÓŁCE Z KSIĄŻKAMI


Bohaterowie rozlicznych dzieł literackich wracają do domu, a podczas długiej podróży lub już na miejscu przeżywają liczne przygody, które w efekcie zmieniają ich życie. Odys podróżował do swojej Itaki 10 lat. Tak samo Eneasz. Proust przez kilkanaście lat życia podróżował do krainy swojego dzieciństwa poprzez kolejne tomy „W poszukiwaniu straconego czasu”.

A kiedy my mówimy „wracam do domu” to co tak naprawdę mamy na myśli? Powrót do rodziny? Do miejsca – do naszego domu? A może do przyjaciół z dzieciństwa?

Powrót do domu jest dla mnie również powrotem do książek, które kiedyś czytałam i które nadal stoją na regale w moim pokoju, czekając na mój powrót. To taki inny rodzaj powrotu do przyjaciół z czasów, gdy mieszkało się w domu. A na półce stoją „Dzieci z Bullerbyn”, pierwsza dziecięca powieść wszechczasów – absolutny bestseller wśród moich ośmio i dziewięcioletnich wówczas przyjaciół.
Dokładnie z taką okładką, w kieszonkowym formacie. Odziedziczona po mamie.
jarmila09.wordpress.com
Kolejnym hitem wczesnej podstawówki był „Tajemniczy ogród”, o którym pisaliśmy wypracowania na zielonej szkole w Murzasichle. Patrzę więc na książkę, z którą podróżowałam pierwszy raz bez rodziców! Obok stoi seria książek o Panu samochodziku – przyjaciele wakacyjnych przygód i podróży po Polsce. „Mitologia” Parandowskiego, obok niej „Mistrz i Małgorzata” Bułhakowa. I tom „Dzienników” Gombrowicza, „Wojna i pokój” Tołstoja, „Imię róży” Eco, które mama zabrała mi, gdy zaczęłam czytać je w okolicy 6 klasy podstawówki. Dwa tomy „Anny Kareniny”, czytanej pod kołdrą. Ale nie może zabraknąć też „Kubusia Puchatka” i jego książki kucharskiej! 
lubimyczytac.pl
Ani „Kaskaderów literatury”, czyli rozpadającej się w rękach książki z czasów licealnej fascynacji polskimi poetami przeklętymi. Tomiki wierszy Gałczyńskiego i Poświatowskiej w równym rzędzie obok „Ilustrowanej encyklopedii dla dzieci” i „Bożego Igrzyska” Normana Daviesa.

Takie to przyjemne są powroty do domu, gdy na półce stoją książki, przypominające Ci ile ciekawych w życiu chwil przeżyłeś, czytając je! A co Wy macie na domowej półce z książkami?

poniedziałek, 21 maja 2012

MLEKO I MELANCHOLIA

http://mitpress.mit.edu

Zastanawialiście się kiedyś nad mlekiem w kontekście filozoficznym? Pewnie nie raz każdy z nas płakał nad rozlanym mlekiem! Ale żeby od razu mleko i melancholia? 

Kennet Heyes połączył je w albumie fotograficznym. Wydawnictwo "Milk and Melancholy" to pierwsza z cyklu książka prezentująca powiązania fotografii z innymi dziedzinami sztuki, np. designem czy architekturą. Autor śledzi wpływy mleka na prace takich artystów jak Pollock, Ed Ruscha, Barbara Kruger, Bruce Nauman, Adrian Piper, Martha Rosler czy Mike Kelley. I co najlepsze znajduje je tam! album to ponad 100 dobranych fotografii z inspirującym komentarzem autora. Chyba sam tytuł zachęca i przekonuje, że lektura będzie smaczna!


poniedziałek, 14 maja 2012

WŁOSKI CHLEW


Prawdopodobnie większość z nas twórczość Piera Paolo Pasoliniego kojarzy głównie z filmem. I prawdą jest, że filmów w swojej karierze zrobił 26, napisał ponad 50 scenariuszy, ale przede wszystkim uważał się za poetę i dramatopisarza.

www.dramatwspolczesny.pl

A twórczość dramatopisarska Pasoliniego rozwijała się równolegle z twórczością filmową. Pierwszy dramat w dialekcie napisał Pasolini już w 1944 roku. W 1960 roku przetłumaczył dla teatru Oresteję Ajschylosa, trzy lata później Żołnierza samochwałę Plauta. Najważniejsze sztuki teatralne – Calderón, Pilades, Affabulazione, Chlew, Orgia i Bestia da stile – powstały w 1966 roku. Na publikację i wystawienie musiały jednak poczekać. Reżyserzy, niechętni twórczości Pasoliniego, krytykowali ją za archaiczną, skomplikowaną formę (wzorowana na tragedii antycznej i autos sacramentales).

Obcowanie ze sztukami Pasoliniego to jak poznawanie mroków ludzkiej duszy i ludzkiego ciała. Człowiek Pasoliniego jest rozpięty pomiędzy dwoma skrajnościami: między religijnym uniesieniem, a bezczelną seksualnością. To, co najbardziej fascynowało autora to chyba największe ułomności człowieczeństwa, których kresem jest śmierć. Śmierć, którą przesiąknięte są wszystkie filmy i teksty Pasoliniego.

Mamy w Polsce kilka przekładów dramatów Pasoliniego. W „Literaturze na świecie” (1985, nr 4) ukazało się Affabulazione w przekładzie Józefa Opalskiego. W 2003 roku w serii „Dramat współczesny” ukazały się Orgia i Chlew w przekładzie Ewy Bal.

poniedziałek, 7 maja 2012

O PSIE KTÓRY JEŹDZIŁ KOLEJĄ


Wydaje mi się, że kogo by nie zapytać, jaka lektura szkolna była najbardziej traumatycznym przeżyciem podstawówki odpowiedź padnie jedna, zawsze ta sama: „O psie, który jeździł koleją”!

amazonka.pl


Uroczy kundelek, jak przystało na bohatera obowiązkowej lektury dla dzieci, to wzór wszelkich cnót i przykład na to, jak mądre są zwierzęta. I jeszcze to dziwne imię – Lampo. Otóż Lampo trafił na małą kolejową stacyjkę we Włoszech i tam, zaprzyjaźnił się z zawiadowcą, którego nie opuszczał nawet na krok. Aż tu nagle wszystko mu się odmieniło i został podróżnikiem!

No i cała książka jest tak zbudowana, że Lampo wyrusza w podróż pociągiem, wszyscy martwią się, że już nie wróci, aż tu nagle Lampo zadowolony powraca na stację. I tak kilka razy. Dzieją mu się po drodze straszne rzeczy – a to go drzwi pociągu przytrzasną, a to wraca z Sycylii na stację. I gdy wydaje się, że już dość tych kolejowych eskapad i Lampo zostanie już na stacji wydarza się tragedia – ginie pod kołami pociągu, ratując małą Adel, córkę zwiadowcy. I niby wszystko jest wzruszająco i dydaktycznie, ale czy ktoś rozumie o co z tym psem, który jeździł koleją chodzi?

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

MIESIĄC KSIĄŻKI

W roku 1995 UNESCO ogłosiła 23 kwietnia Dniem Książki. Ale chyba tak na dobre przyjęło się w naszym kraju, że z książką i z czytaniem kojarzymy właśnie maj. Maj jako miesiąc Książki i Bibliotek.

Składa się na to parę rzeczy. W maju w Warszawie największe Targi Książki w Polsce. Od 10-13 maja w Pałacu Kultury i Nauki, a dwa tygodnie później na Rynku Mariensztackim Warszawski Kiermasz Książki, który potrwa przez cały weekend od 26 do 27 maja. Organizatorzy zapowiadają mnóstwo atrakcji, m.in. pojawienie się komiksowych bohaterów, a oni jak wiadomo przyciągają nie tylko dzieci, ale i (prawie) dorosłych.

www.weheartit.com


Sprawdźcie koniecznie, co w maju przygotowała dla Was miejska biblioteka, bo na pewno pojawiają się w niej jakieś atrakcje - kiermasze albo spotkania z autorami. Poza tym najważniejsze! Wiele bibliotek wprowadza w maju abolicję. Więc jeśli macie w domu jakieś przetrzymane książki, które aż wstyd odnieść po tak długim czasie do biblioteki, maj będzie waszym miesiącem! 

No i najważniejsze. Majowy weekend to najlepszy czas żeby poczytać. Nadróbcie zaległości, przeczytajcie ulubione książki, kupcie te, które zawsze chcieliście mieć! I czytajcie!

www.weheartit.com



poniedziałek, 23 kwietnia 2012

MONSTRARIUM

terytoria.pl

Freaki i spółka. Dziwne monstra, pół ludzie, pół zwierzęta. Anna Wieczorkiewicz opisuje na kartach swojej książki niezwykłe przypadki ludzko-zwierzęcych hybryd, jakie rodziły się przez wieki. Osobliwy przypadek cielęcia-mnicha, które odczytane zostało przez ludzi renesansu jako krytyka reformacji Lutra i po śmierci zasuszono, by mogło służyć jako przedmiot badań i literackiego opisu, to tylko jedna z opisanych przez nią osobliwości.

Propozycja zebrania w jednej książce wszystkich dziwolągów i monstrów, jakie znane są badaczom historii, to rzecz godna polecenia. Wieczorkiewicz w ciekawy sposób opisuje jak zmieniał się stosunek ludzi i stosunek nauki do zmutowanego, monstrualnego ciała. W zabawnej formie pokazuje, że gdy rodzą się wątpliwości jak nazwać coś, co nie ma swojego odpowiednika, ludzie znajdą sposób na to, jak wykorzystać zagadkowe ciało. "Monstrarium" to kilka wieków kultury, która pomimo swej odrazy, żywo interesowała się wszystkim co dziwne i nieoczywiste. Z jednej strony ukrywała swoich freaków, a z drugiej zaś inspirowała się nimi. I inspiruje się do dziś.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

MĘSKIE PODRÓŻE

Urodził się w centrum Warszawy, ale chyba od zawsze czuł, że ciągnie go gdzieś dalej. Na Wschód, na peryferia, gdzie leżą spokojne wsie i opustoszałe miasteczka. Od zawsze musiał więc uciekać. Ze szkoły, z wojska - bunt wpisany był w jego biografię. W końcu znalazł swoje miejsce na ziemi. Zamieszkał w Wołowcu,  małej wiosce w Beskidzie Niskim. Ale zarówno bunt, jak i nieustająca potrzeba podróży, nadal są kanwą jego fantastycznych powieści.


wyborcza.pl
Andrzej Stasiuk zadebiutował Murami Hebronu, potem przyszedł czas na magiczną powieść Biały Kruk i Opowieści galicyjskie. Największym sukcesem cieszy się dziś jednak książka Jadąc do Babadag - zbiór wspomnień i refleksji autora z podróży, które odbywał kilkakrotnie przez kraje środkowo-wschodniej Europy. Na trasie tej podróży znalazły się Słowacja,Węgry, Słowenia, Chorwacja, Albania, Ukraina, Rumunia, a także  Mołdawia i Naddniestrze. Stasiuk z nostalgią wspomina ludzi, obyczaje, opisuje niezwykłe miejsca i inspirujące krajobrazy. Z właściwym sobie humorem i lekką ironią opisuje swoje przygody z podróżowaniem różnymi środkami transportu: samochodem, pociągiem, autostopem czy promem.

Podróż Stasiuka nie jest tylko podróżą w sensie geograficznym. Chyba nikt tak pięknie i prosto nie pochyla się nad człowiekiem Europy środkowo-wschodniej, snując refleksje nad jego mentalnością i przemijaniem. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy warto czytać Stasiuka odpowiadam kategorycznie: dajcie się zabrać w tą podróż!

wtorek, 27 marca 2012

NORWEGIAN WOOD


źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/36371/norwegian-wood 

Na okładce kwitnące gałęzie drzewa.  Więc wiosna. A jeśli jeszcze do tego tytuł książki jest tytułem piosenki Beatlesów, to nie ma rady. Czytam.

Don’t jugde the book by its cover mówi jakieś angielskie przysłowie, albo fragment piosenki. Nie pamiętam. Ale ja mam inną zasadę. Niespecjalnie podobała mi się perspektywa czytania Murakamiego, właśnie dlatego, że okładki jego książek wydawały mi się potwornie kiczowate. Ale Norwegian Wood! Nie można się oprzeć temu tytułowi i opisowi książki, który obiecuje spotkanie z szalonymi latami sześćdziesiątymi.

I rzeczywiście – lektura nie rozczarowuje. Czasem natrafiałam na fragmenty, które wydawały mi się pretensjonalne (jak wytłuszczony na okładce cytat: „Wkrótce nadszedł sen i zamknął za mną ciężką, ołowianą bramę - po drugiej stronie snów nie było.”).

Dlaczego jednak piszemy o tym przy okazji tematów wiosennych – wiosna, której doświadcza bohater na końcu książki jest bowiem, jak on ciągle powtarza najsmutniejszą wiosną jego życia. Wyprowadza się z akademika, staje się dorosły, ale wciąż odczuwa jakąś pustkę i niepokój. Nie brzmi to może najinteligentniej i właśnie takiego tonu się bałam w książkach Murakamiego, ale nie można nie przyznać, że czyta się je świetnie!!!


niedziela, 18 marca 2012

GOD SAVE AMERICA!




Książka Johnatana Franzena Wolność została mianowana książką roku. Jak myślę 2011. Chociaż napisana jest w 2010. W związku z tym odczuwam nieposkromioną satysfakcję – przeczytałam najlepszą książkę roku!!! I to zanim została taką okrzyknięta. Jest świetnie, nawet jeśli, moim zdaniem, nie była to najlepsza książka, jaką w ubiegłym roku przeczytałam.

Johnatan Franzen. źródło: Wikipedia

Jednak jest to książka z gatunku wielkich. Całe 608 stron, poważne tematy, wielkie przeżycia, epicki rozmach, a na okładce recenzja Baracka Obamy. Przyglądamy się życiu rodziny Berglundów i osób im bliskich na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Wszyscy bohaterowie mają świetnie zarysowane profile psychologiczne (prawie każdy z nich ma też ze swoją psychiką jakieś problemy, więc jest co analizować). Szeroko jest też przedstawiona współczesna Ameryka. Mamy tu reakcje na zamach 11 września, odwieczną i bezwzględną opozycję między Republikanami a Demokratami, problemy ekologiczne, czy demograficzne, sytuację nowoczesnego rynku muzycznego i stosunki sąsiedzkie. Wzloty i upadki uczuciowe, konflikty rodzinne i problemy ideologiczne Berglundów i ich przyjaciół przeplatają się i łączą ze sprawami wielkiego świata. Wielkim światem, ale na pewno nie najlepszym ze światów jest tu USA.


Wolność czyta się świetnie i nie sposób pozostać wobec niej obojętnym. Nie jest to wybitna literatura pod względem języku i stylu, a raczej ze względu na swoją problematykę. Było mi też odrobinę wstyd, że nie mogłam się oderwać od książki, dlatego, że chciałam się dowiedzieć, jak się rozwinie pewien romans. Z drugiej strony równie wciągające było dla mnie zaangażowanie Waltera Berglunda w walkę z przeludnieniem.

Przeczytałam całe te 608 stron. I czuję się dość przygnieciona ilością problemów na świecie, których nie mógł rozwiązać Walter i z którymi ja też nie mam najmniejszych szans się zmierzyć. Ale właśnie dlatego czuję, że to może być jedna z najważniejszych książek w moim życiu.

niedziela, 11 marca 2012

PROLOG


„Uwertura i prolog!

Oto (świsza, świsza!) wydało mi się wylało się, że kiedy zielony kur poleciał, popłynął, przez śmierciemne mrocze zapadłe głęboko pod zielnię dosłyszałem głos, wos Shauna, wot Irlandczyków, vois z daleka (a na śpiewno żaden puer nie puruszył palestrun głosu panageliczniej między chmurami swym Tu es Petrus, ani Michaeleen Kelly, ani Mara O'Mario, o na pewno, który numeróżny Italicus ssał kiedy surową jajbę świeżo uowioną w urynale?), brieza ku Yverzonie nad brozaozaozowym morzem, jak zew w trasie z Inchigeela, westchnienie (moroparku! moroparku!) w oparfumy życia w mroku tak niedonośne jak wyniosłe marconimaszty z Clifden szumią niezdrucenie na otwarty moszum sekretów (maewoportu! maewoportu!) do zasłuchanych siostrzanten Nowej Szkocji. Tub tub!”
tłum. Krzysztof Bartnicki, „Finneganów tren”, wyd. Ha!art, Kraków 2012


wyd. Ha!art, Kraków 2012


O „Finneganów trenie” krążą legendy. Pełne niezrozumienia opinie wędrują od tekstu do tekstu, budując wokół Joyca nimb tajemnicy. Wydawałoby się, że taka atmosfera, towarzysząca książce nie sprzyja jej lekturze, a tym bardziej nie sprzyja tłumaczowi, który podjąłby się wyzwania przełożenia tekstu na język polski. Nic więc dziwnego, że nie jedno pióro złamało się już nad tym przekładem i niejeden tłumacz, w tym Maciej Słomczyński, przy tym projekcie poległ.

A teraz dobra wiadomość, dla wszystkich, którzy polegli przy czytaniu wersji oryginalnej. Mamy polski przekład „Finnegans Wake”. Brawa należą się Krzysztofowi Bartnickiemu, który poświęcił temu dziesięć lat swojego życia. W fantastycznym wywiadzie dla Wysokich Obcasów opowiada o tym, ile musiał poświęcić i ile zyskał, podczas tej pracy.

Polskie wydanie „Finneganów trenu” to niewątpliwie najważniejsze wydarzenie tego roku na rynku książkowym. Bez wątpienia zdeklasuje i przyćmi kolejne premiery wydawnicze. Ale należy się to zarówno tłumaczowi, jak i wydawnictwu Ha!art, które od lat podejmuje się takich niełatwych przedsięwzięć. Czym jednak jest wydanie Joyca? Czy to tylko kwestia poskromienia bestii, której nikt wcześniej nie dał rady? Czy jednak jakiś początek? Wydaje się, że możemy tylko czekać na to, co z nowym Joycem się stanie – czy będzie kurzył się na półce, czy stanie się przedmiotem badań literaturoznawców, czy też może zostanie przetworzony przez artystów.