Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MODA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MODA. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 maja 2012

DOLCE FAR NIENTE

http://boy.bandofoutsiders.com/



Wakacje to nie tylko czas inspirujących podróży, ale też dla wielu osób czas choćby chwilowego powrotu do rodzinnego domu. Jeśli chodzi o ten drugi typ przygody wakacyjnej, to pod względem modowym można do niego podejść dwojako.

Z jednej strony mamy tu niebagatelną możliwość zaprezentowania tzw. kategorii „stylówy”. Czyli dajemy po sobie poznać, że oto: ja przyjechałam z dużego miasta, gdzie, jak wiadomo szerzy się awangarda; nic sobie nie robię z tego, że wszyscy tu na mnie patrzą jak na pajaca, dumnie prezentuję moją niebanalną osobowość i trendy niepodłapane jeszcze przez zapauperyzowaną „ulicę” małych miasteczek.

http://www.youtube.com/watch?v=X9YMU0WeBwU

Drugą strategią jest złapanie oddechu. Czyli: nikt mnie już tu nie pamięta, mogę się ubierać jak u cioci na wsi, nawet jeśli moje „małe miasteczko” ma ponad 200 tysięcy mieszkańców.
http://girl.bandofoutsiders.com/

Moim zdaniem dużo fajniej jest właśnie dać sobie trochę wytchnienia, ale nie koniecznie z takim głębkoim przekonaniem o bezsensie ubierania się „jakoś”. Nie ma co dawać za wygraną. W domu otwiera się przed nami cały arsenał nowtych możliwości. Po pierwsze - szafa babci!!! Po drugie – znana zasada „im mniejsze miasto, tym lepsze rzeczy w lupmeksach”. Po trzecie - stylizacja na zbieranie jabłek w sadzie, czyli raz do roku można założyć trampki do lekkiej sukienki, za duży słomkowy kapelusz, powycierane ogrodniczki i dżinsowe spodenki obcięte z tych, które się nosiło w gimnazjum. Więc do roboty!

http://www.shoeblog.com/blog/dolce-gabbana-spring-2012-ad-campaign/
A poza tym pamiętajmy, że inspiracje powrotem do domu, do korzeni i wakacyjnym leżakowaniem to nie tylko domena znudzonych studentek. Najlepszym przykładem jest  Band of Outsiders  i ich ogrodowe kilmaty, nastrój rodzinnego zjazdu u babci w reklamach Tommy'ego Hiligera, awangarda w zaścianku w wykananiu Lady Gagi, czy powrót do sycylijskich korzeni w sesjach Dolce and Gabbany.

http://skyla-arts.blogspot.com/2010/11/ultimate-tailgate-tommy.html



Dolce & Gabbana wiosna/lato 2012
http://lula.pl/lula/51,111795,10959299.html?i=3

poniedziałek, 21 maja 2012

MODA NA MLECZARZA...


Połączyć jakoś temat mleko z modą i nie poprzestać na wspomnieniu sesji Annie Leibovitz (która nawet nie jest modowa) było dla mnie nie lada wyzwaniem. Ale w końcu wpadłam na pewien pomysł. 

 
http://www.wiatrak.nl/2410/mleczarz-melkboer
Pamiętacie, jak mleko przywoził nam do domu mleczarz? A pamiętacie jak wyglądał? No właśnie. Ja ledwo mogę wspominać te czasy, a już samego mleczarza nigdy nie widziałam. Jak pewnie większość ludzi, którzy nie ruszają się z łóżka przed 9. A więc okazuje się, że była to szalenie stylowa grupa zawodowa.

Jest jeszcze jedna postać, o której rzadko pamiętamy pijąc mleko, a bez której było by to niemożliwe. Mianowicie mleczarka. To znaczy kobieta, która doi krowy, albo też zajmuje się sprzedażą mleka. Już od czasów Vermeera prezentuje się jako osoba pomysłowo łącząca kolory i odważnie stasująca drapowania spódnic. 
http://pl.wikipedia.org/wiki/Mleczarka
A dziś? Popatrzmy jak Ouigi Theodore interpretuje czerwoną apaszkę noszoną przez mleczarzy, jak charakterystyczny biały kostium zakorzenił się w damskiej modzie letniej i jak Roksnada Illincic czerpała z malarstwa Vermeera…

Ouigi Theodore, 
http://www.styleandcultureblog.com/2011/01/brooklyn-circus.html
White pant suit by MaxMara Resort 2012
biały komplet, Max Mara, 
http://thebestfashionblog.com/womens-fashion/white-pant-suit-by-maxmara-resort-2012
Roksanda Ilincic, 
http://beautyisdiverse.com/2011/09/roksanda-ilincic-spring-2012/


poniedziałek, 14 maja 2012

TYLKO NIE VERSACE!

WWD

Armani, Dolce and Gabbana, Roberto Cavalli! Nie chcę już o nich słuchać. O Bottega Veneta może już trochę więcej, może już zupełnie zaciekawi mnie Franscesco Scognamiglio. Po co znowu pisać o gigantach, nawet jeśli czasem robią rzeczy wybitne, ale tylko niektórzy z nich. Ale nawet ciekawi młodzi projektanci nie mają tego, co mnie ciekawi i inspiruje najbardziej. Chodzi chyba o jakąś tak,a prawdę, naturalną elegancję i umiar połączony z ekstrawagancją. Mają to po prostu Włosi, co widać na ulicach. Może nie na ulicach, a w Internecie. Na Srtorialiście i WWD zdjęcia pochodzą prawdopodobnie jednak ze specyficznych dzielnic w specyficznym czasie. Nie są to przypadkowi ludzie. To trochę smutne, bo takie przypadkowe dziewczyny, na przykład w Rzymie wyglądają dość okropnie, ale już w małych miasteczkach na Południu, gdzie nikt nigdy nie słyszał o butikach, outletach i fashionweekach można nadal znaleźć miliony inspiracji. 
I to właśnie chyba sprawia, że włoska moda wciąż stoi na tak wysokim poziomie.
WWD

poniedziałek, 7 maja 2012

POCIĄG DO PRZEBIERANEK

http://orlandomch.tumblr.com/post/10578810244/some-like-it-hot-scene-train
Niestety moda nieczęsto spotyka się z kolejnictwem. Wystarczy spojrzeć na uniformy konduktorów...
Ale może warto zaznaczyć, że w tej materii pionierem jest Chiristian Lacroix, kótry zaprojektował wnętrze jednego z francuskich pociągów TGV. Nie wydaje mi się ono jednak specjalnie przykuwające uwagę.

http://harmonieslookonfashion.files.wordpress.com/2011/01/tgv.jpg
Za to na pewno elektryzujący jest, również pod względem kostiumów, kultowy film Billy’ego Wildera Pół żartem pół serio, którego akcja rozgrywa się przecież częściowo w pociągu. Jeśli chodzi o modę – to mamy tu z jednej strony stroje z lat dwudziestych (w których Marylin Monroe wygląda zjawiskowo) pokazane z perspektywy lat pięćdziesiątych. Z drugiej zaś strony całkowicie nowatorskie rozwiązanie, czyli wczesny przykład corss-dressingu. I trzeba przyznać, że bardzo udany!
Some Like It Hot
http://www.listal.com/viewimage/777904h


poniedziałek, 30 kwietnia 2012

BZY


http://www.agasuitcase.com/2012/03/flower-power.html

Na górze róże, na dole fiołki. Całkiem nowe znaczenie temu debilnemu powiedzeniu nadaje moja najnowsza fascynacja modowa. Czyli łączenie wzorów. Bluzka w róże i spódnica w fiołki i inne miksy kwiatowe są ostatnio bardzo popularne (np. na blogu Late Afternoon albo po prostu w Zarze…), ale dla mnie to za mało. Idźmy dalej – koszula w ptaszki i spodnie w orchidee. Spódnica w hawajskie wzory do t-shitu z konikami!


http://www.agasuitcase.com/2012/03/flower-power.html


A co z bzami? To już moje osobiste odniesienie do ulubionego miesiąca. Bo gdy Dolce and Gabbana wypuszcza na lato 2012 serię sukienek drukowanych w warzywa, sklepy zapełniają ubrania w kwiaty i zwierzątka, to ja się pytam: a gdzie są bzy? Jest maj, zaraz się zacznie ich kwitnienie i będą pachnieć!!! A ja mam w domu podomkę po babci, którą nosze jako sukienkę. I sukienka ta ma około 40 lat i jest drukowana w fioletowe kiście kwiatów bzu. Domenico i Steffano mogą mi tylko pozazdrościć.
http://www.zara.com/webapp/wcs/stores/servlet/category/pl/pl/zara-S2012/189518/Spodnie#product=783020

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

BEAUTIFUL MONSTER


http://zloteprzeboje.tuba.pl/zloteprzeboje/1,101972,11306969,Lady_GaGa_nie_chce_na_maly_ekran.html
Kto jak kto, ale ona jest naprawdę dziwna. Lady Gaga – najbardziej rozpoznawalna postać popkultury ostatnich kilku lat. Choć można powiedzieć wiele złego (choć być może nie zawsze) o jej muzyce, to jej wpływ na współczesną modę jest niezaprzeczalny!

http://www.twylah.com/GlobalGrind/tweets/168055292725166080
Zręcznie lawiruje pomiędzy kobiecym a męskim wizerunkiem, gra nawet swojego własnego chłopaka w teledysku do You and I oraz na rozdaniu MTV Music Awards. Raz ubiera niebotyczne obcasy – najlepiej kosmiczne buty McQueena zniekształcające nogi, raz okrywa twarz koronką, raz upadania się do królowej w barokowej sukni, odgrywając rolę Marii Magdaleny w teledysku do Judas. Chyba kluczowym pojęciem byłoby tu granie roli. Lady Gaga nie tylko jest dziwna i kontrowersyjnie się ubiera, to nie byłoby nic nowego. Ona także pokazuje, że w mediach (i chyba w ogóle, w życiu) nie istnieje coś takiego jak spójna jednolita osobowość i styl, że za każdym razem można być kimś zupełnie innym, zależnie od tego, co się an siebie włoży. I nie jest to kolejny truizm w rodzaju „jesteś tym, co nosisz”, bo Lady Gaga naprawdę sprawia wrażanie postaci, którą niezwykle trudno zaszufladkować. Mówi otwarcie o swoim biseksualnizmie, co trudno jest zaakceptować opinii publicznej, która wolałaby ją widzieć jako zdeklarowaną lesbijkę, przebranego mężczyznę, albo po prostu skandalizującą, ale heteroseksualną kobietę.




http://semajblogeater.blogspot.com/2011/05/lady-gaga-judas.html

 Jej kreacje zazwyczaj nie przydają jej wdzięku i powszechnie akceptowanego „dobrego wyglądu”. Zazwyczaj ją udziwniają. Ale i tym sposobem Lady Gaga wnosi, ręka w rękę z McQueenem, powiew świeżości na scenę modową, który ma dziś nie tylko służyć pięknu, ale przede wszystkim kreować nowe światy, pobudzać wyobraźnię, dawać pole do popisu wszelkim „Innym”, dziwakom, odmieńcom. To oni są dzisiaj modni!

http://pink-little-dress.blogspot.com/2011/12/authorities-adele-lady-gaga.html


http://www.thehollywoodgossip.com/gallery/lady-gaga-n-vanity-fair/

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

MULTIKULTURALIZM


http://alexbabboniresearchwomenswear.blogspot.com/2011/01/miguel-adrover.html


 Zanim na kilka lat odszedł z biznesu Miguel Adrover słynął z tego, że swoje projekty najczęściej stwarzał z ubrać znalezionych w secondhandach, czy też w inny sposób zrecyklingowanych oraz ze społecznego zaangażowania, które ujawniało się w jego pokazach. Wystarczy wspomnieć słynną suknię (z 2003 roku) uszytą z flagi ONZ, by zrozumieć multikulturalny wydźwięk jego prac. W tym roku Adrover powraca na modową scenę z nową kolekcją, w której, jak twierdzi znów znajdują się rzeczy, które przerobił (jakkolwiek źle by to nie brzmiało) z własnych starych ubrań. Najważniejsze jednak dla nas dzisiaj - w temacie podróży - jest to, że kolekcja na jesień/zimę 2012 jest to, że główną inspiracją do jej stworzenia były liczne podróże, które Adrover odbył w czasie, gdy nie projektował. I rzeczywiście - mamy tu topy przerobione z burek, afrykańskie ozdoby twarzy (wyglądające jak zamontowana na stałe akupunktura…), sukienkę z egipskiego ręcznika i reminiscencje z ludowych strojów Eskimosów. Bardzo lubiłam styl Adrovera, więc z niecierpliwością czekałam na to, co pokarze swoim wielkim come-backiem. Ale muszę przyznać, że niektóre z kreacji wydają mi się naprawdę koszmarne. Chociaż całość jest, jak zwykle bardzo ciekawa, a kilka projektów rzeczywiście świetnych.
http://www.elle.com/Runway/Ready-to-Wear/Fall-2012-RTW/MIGUEL-ADROVER/MIGUEL-ADROVER/(imageIndex)/32#mode=base;slide=32;

I tym razem nie zabrakło na pokazie manifestacji stosunku Adrovera do kapitalistycznego przemysłu modowego. W pewnym momencie modelki zaczęły wyciągać z torebek banknoty i sypać nimi na wybieg i publiczność. Wspaniale, że Miguel Adrover zwiedza świat i rzeczywiście przejmuje się katastrofalną sytuacją ekonomiczną wielu jego rejonów (co nie pozwala mu przejść obojętnie nad glamourem i rozrzutnością haute cuture), ale byłoby jeszcze lepiej, gdyby w przyszłym roku nie ubierał modelek w koła ratunkowe (nie jest to metafora!).
http://www.elle.com/Runway/Ready-to-Wear/Fall-2012-RTW/MIGUEL-ADROVER/MIGUEL-ADROVER/(imageIndex)/24#mode=base;slide=24;

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

KRÓLICZKI



źródło: http://imjustagirlwishingfortheworld.blogspot.com/2011/02/louis-vuitton-fallwinter-2009.html 


Ma być o wszelkich odmianach króliczków i zajączków. Cóż na to poradzę, że pierwsze skojarzenie jest jednoznaczne. Ani to piękne, ani stylowe. Raczej tandetne i w gruncie rzeczy dość obraźliwe dla kobiet. Króliczki Playboya. Również pod względem modowym – koszmar!

niezapominana Bridget Jones, źródło: http://blogtown.portlandmercury.com/2008/06/style_challenge.php  

A jednak w kolekcji na jesień – zimę 2009 dla Luois Vuitton Marc Jacobs wydawał się być nimi bardzo zainspirowany. I – co jeszcze bardziej zaskakujące – stworzył świetną i naprawdę gustowną kolekcję! Królicze uszy na głowach modelek to jedynie dalekie echo z willi Hugh Hefnera. Bardziej przywołują na myśl styl vintage, są bowiem odrobinę pomarszczone, jakby poszarpane, wyjęte z szafy po kilku dekadach. W połączeniu ze stylowymi kostiumami, ciekawą biżuterią (geometryczne, krótkie naszyjniki – łańcuchy w 2009 roku były naprawdę czymś odkrywczym) króliczy akcent staje się dość ironiczny, odważny, ale też w niezbadany sposób (ach, geniusz Jacobsa!!!) elegancki.

I choć moda opiera się głównie na ciągłej pogoni za aktualnością, to czasem warto powrócić do takich genialnych kolekcji, by stwierdzić, ze wcale się nie zestarzały. 

źródło: http://ando-por-ai-a-dizer-disparates.blogspot.com/2009_11_01_archive.html 
źródło: http://thefashionista.blog.com/category/style/page/3/ 

poniedziałek, 26 marca 2012

SIEDEMNAŚCIE MGNIEŃ WIOSNY


Motonari Ono, źródło: http://models.com/mdx/?p=11461


Bój o tytuł nowego króla króla mody nadal trwa. Od kiedy Dior uprzejmie poinformował Galliano o zakończeniu współpracy, wciąż najważniejszym pytaniem pozostaje - kto będzie jego następcą. Powoli można by też zacząć myśleć o sukcesji po Lagerfeldzie. Imperium Saint Laurenta zarządza Hedi Slimane, wciąż jeszcze na etapie sprawdzania swoich sił. Można tak ciągnąć w nieskończoność, bo w pewnym sensie rozeznanie się w tej grze o tron przypomina rozwiązanie zagadki Enigmy. Dlatego coraz częściej przyjemnością w obcowaniu z modą jest dla mnie pominięcie tych największych i skupienie się na tych, o których nie można przeczytać w Twoim Stylu, a raczej na rzadko odwiedzanych podstronach WWD. A okazuje się, że na nadchodzącą wiosnę zgotowali nam oni niezłą ucztę wizualną.


Delikatność i kobiecość plus pastele to dość typowy motyw modowy na wiosnę, ale w wersji Tracy Reese wydaje się oryginalny, choćby przez połączenie wzorów i użycie choć odrobiny błękitów, a nie tylko różowego, kanarkowego, białego itd. (jak u tysiąca innych projektantów, m.in. u Diora…)

TRacy Reese, źródło http://beautyisdiverse.com/2011/09/tracy-reese-spring-2012/  

Francesco  Scognamiglio pokazuje suknie wyglądające jak umierające kwiaty. Może przesadzam, ale jego wiosenna kojarzy mi się  butwiejącą ziemią. Trochę koszmarne, ale przede wszystkim piękne i pomysłowe. I jakże wiosenne. Bo w marcu przecież często mamy więcej błota, ziemi i zeszłorocznych liści niż słonecznych dni i kwiatów w ogrodzie.

Francesco Scognamiglio, źródło: http://mode.newslicious.net/2011/09/milan-fashion-week-francesco.html 

 

Co ciekawe zaś dla Motonari Ono wiosna jest mroczna. Jest tu też trochę motywów kwiatowych i żywych kolorów, ale całość przypomina o tym, że Persefona na ziemię przychodzi z Hadesu. 

 

Na koniec spójrzmy jednak na klasyków (Dolce and Gabbana) i na znanych i lubianych (Etro). U nich wciąż wiosna jest po prostu pretekstem do zabawy feerią barw i do radości z tego, że można odrzucić w kąt kurtki. I to tez jest piękne w wiośnie!


 

niedziela, 18 marca 2012

BLUE JEANS, WHITE SHIRT


żródło: http://jeanous.blogspot.com/2011/04/james-dean.html

 ...śpiewa Lana Del Ray, porównując swojego ukochanego do Jamesa Deana. Czy się to nam podoba, czy nie i niezależnie od tego, czy wierzymy w to, że Lana rzeczywiście umie śpiewać, to już się stało – Lana Del Ray została (być może tylko na pięć minut, ale jednak) nową amerykańską królową popu. Nie można mieć więc wątpliwości, że jedynym godnym partnerem dla młodej monarchini jest wiecznie młody heros, niepodzielnie królujący przepastnym obszarem wyobrażeń o amerykańskim śnie – ubrany w jeansy i biały podkoszulek James Dean.

Bo Ameryka ubiera się właśnie tak. I mam niejasne wrażenie, że to nie tylko nasze europejskie wyobrażenie, ale rzeczywiście tak jest. T-shirt i jeansy są tanie i wygodne, więc nic dziwnego, że stały się tak popularne najpierw wśród amerykańskich robotników, a potem już właściwie we wszystkich klasach społecznych.

Wszystko zaczęło się jednak, oczywiście, w Europie. Słynne genueńskie sztruksy były bardzo lubiane przez marynarzy, przepis na ich sukces próbowano odtworzyć w różnych innych miastach, ale nie zawsze się udawało. Na przykład w Nimmes zamiast sztruksów wyprodukowano coś, co dzisiaj określamy jako jeansy, a właściwie denim (de Nimmes). Genua też ma jednak swój wkład w powstanie tej nazwy. Brzmienie przymiotnika „genuense” już właściwie wiele wyjaśnia, a trzeba jeszcze dodać, że lokalnym słowem na określenie produkowanych w Genui sztruksów było „jean”.

źródło:http://ohnonotno.blogspot.com/2011/05/he-was-friend-of-mine.html 


Wraz z rzeczonymi marynarzami jeansy dotarły do Ameryki i tam zrobiły oszałamiającą karierę. Najpierw ubierano w nie niewolników, potem sami wybierali je robotnicy, a po II wojnie światowej zaczęły je nosić nawet kobiety. Prawdziwy szał na jeansy przyszedł jednak w latach '60-tych. Ubierali je hipisi chcąc uchodzić za bezpretensjonalnych i odróżnić się od eleganckiego pokolenia swoich rodziców. Gwiazdy kultury popularnej tego czasu oczywiście też chciały tak wyglądać. Młody Bob Dylan jeszcze zupełnie zanurzony w kulturze folkowej, nie mógł nie chodzić w jeansach, a John Lennon - zawsze modny - po przyjeździe do Nowego Yorku wybiera jeansowy total look.
źródło:http://spatzo.net/wp-content/uploads/2010/11/tumblr_kwv2c53vro1qaxywpo1_400.jpg 


Niemałą rolę w stworzeniu kultowego połączenia jeansów z białym T-shirtem odegrały filmy amerykańskie. Od lat '50-tych, kiedy Marlon Brando zagrał w Tramwaju zwanym pożądaniem Elii Kazana, każdy amerykański chłopak chciał wyglądać tak jak on, choć jego bohater był tylko zwykłym i prymitywnym robotnikiem. Najważniejsze jest chyba jednak to, jakie wrażenie jego wygląd robił na damskiej części widowni. Jego sukces, kilka lat później powtórzył właśnie James Dean w Buntowniku bez powodu, czy Olbrzymie również nieustannie odziany w jeansy i bawełnianą koszulkę.
źródło:http://cerrytree.tumblr.com/post/2595515447/marlon-brando-in-a-streetcar-named-desire-1951 


Dzisiaj nie tylko Lana Del Ray przywołuje mit tak ubranego bohatera. Do amerykańskich modowych korzeni odwołuje się marka Band of Outsiders. W najnowszej kolekcji męskiej (jesień 2012) jest wiele jeansu, a między innymi ten stój (zdjęcie poniżej po prawej), który składa się z niego prawie w całości.

Innym – ach! jakże cudownym – przykładem amerykańskiego bohatera jest Ryan Gosling (to nic, że pochodzi z Kanady...). Jest świetnie stylizowany w filmie Nicolasa Windinga Drive, ubrany w jeasnowe koszule i białe podkoszulki. Dzięki temu film ten stał się kultowy nie tylko wśród znawców kina, ale także wśród entuzjastów mody.
źródło: kadr z trailera do Drive
źródło: WWD

wtorek, 6 marca 2012

TO IDZIE MŁODOŚĆ





Kiedy w 1960 roku Yves Saint Laurent przedstawiał swoją pierwszą kolekcję pod szyldem własnej marki (wcześniej pracował dla Diora) zamiast, jak to jest przyjęte, zamknąć pokaz prezentacją sukni ślubnej, wypuścił na wybieg modelkę w kusym (właściwie jest to, moim zdaniem, sama bielizna) stroju ozdobionym begoniami, piwoniami, czy różami (nie znam się na kwiatach) i w długich rozpuszczonych włosach, które pokrywał delikatny jasny welon. Miała ona być, jak mówił sam projektant, symbolem wiecznej kobiecości, młodości i piękna. Kwiaty we włosach, niewinność i młodość dzieci-kwiatów połączona z wyrachowanym wdziękiem kusicielki, jaką jest świat wysokiej mody, z jego bezwzględnością i elitaryzmem. Saint Laurent dokonał rewolucji w sztuce haute cauture i zapoczątkował rozwój prężnego biznesu modowego. Był to niewątpliwie POCZĄTEK czegoś świeżego, nowego i odkrywczego.

Zaś w styczniu 2012 młoda projektantka Misha Nonoo została uhonorowana nagrodą Raising Star za kolekcję damską. Już od kilku sezonów jestem znudzona starym dobrym (a może już nie tak dobrym…) Lagerfeldem, czy zachowawczą Phoebe Philo. Czekam ( i chyba nie tylko ja) na przewrót godny pojawienia marki YSL. Pewnie się nie doczekam, bo lata sześćdziesiąte już dawno minęły, a wraz z nimi hipisowski pociąg do  kwiatów, długich rozwianych włosów i lekko naciąganej niewinności. Właściwie, nie ma co udawać, dzisiaj już nie potrzebujemy takich rewolucji. W ogóle rewolucyjność jest czymś raczej podejrzanym i niepoważnym.

Misha Nonoo jest jednak dla mnie swego rodzaju - jeśli nie objawieniem - to na pewno odkryciem. Jej kolekcje są lekkie, kobiece, naturalne i - przede wszystkim – bezpretensjonalne! Cudowna kampania na lato 2012 sprawia, że nie mogę się doczekać wakacji. Zrozumiałam, że klasyczne, dobrze uszyte sukienki i koszule w ciepłych kolorach oraz  mała, acz elegancka willa otoczona drzewkami oliwnymi, gdzieś na południu Europy – to wszystko czego mi trzeba! Umiarkowanie w kroju, ale połączone z odważnie zestawionymi kolorami i cudowną scenerią sesji. Piękny i niewątpliwie świeży POCZĄTEK.